Z życia mamy w wielkim mieście

Rozmyślania, dylematy na temat macierzyństwa i innych zjawisk w dobie kryzysu wszelakiego

Wpis

piątek, 24 sierpnia 2012

miasto bez barier

tak właśnie mówi się o Wrocławiu, ale chyba trochę na wyrost.. Chodząc po mieście z wózkiem dziecięcym trzeba pokonać mnóstwo przeszkód: dziurawe chodniki, ulice (także te nieopodal rynku), wysokie krawężniki, schody bez podjazdów czy tramwaje do których trzeba się dosłownie wdrapać. Ja sobie z tym nieźle radzę chodząc w wiele miejsc piechotą czy ciągnąc wózek po schodach wyrabiając sobie przy tym bicepsy, ale osobie na wózku musi być momentami naprawdę ciężko. Drobny spacer może być problemem, nie myślę tu wyłącznie o dziurach czy transporcie, ale autach stojących notorycznie na chodnikach. Nie sposób przejść chodnikiem paru metrów bez przeszkód. Niejednokrotnie jestem zmuszona iść środkiem ulicy, co jak wiadomo bezpieczne nie jest.

Przechodzenie przez jezdnię też momentami przypomina sport ekstremalny. Nie mówię tu o przejściach bez świateł, kierowcy zatrzymują się bardzo często. Chociaż ostatnio jakiś przewspaniały kierowca prawie na mnie wjechał na środku pasów... Wracając do świateł, na dużych skrzyżowaniach czy głównych ulicach, zmuszeni jesteśmy przechodzić na "raty", bo światło zielone dla pieszych trwa dosłownie parę sekund. Jest to niestety norma, można się przyzwyczaić i opracować techniki przechodzenia, ale momentami łatwe to nie jest. Pewnie niejeden kierowca uważa, że nie mam racji, że krótkie cykle oznaczają płynność jazdy i zapobieganie korkom. Ja jednak uważam, ze piesi są dyskryminowani...no nic tyle wywodów na dzisiaj, synek wzywa;) cdn.

Szczegóły wpisu

Tagi:
Kategoria:
Autor(ka):
franciszkadab
Czas publikacji:
piątek, 24 sierpnia 2012 17:45

Polecane wpisy