Z życia mamy w wielkim mieście

Rozmyślania, dylematy na temat macierzyństwa i innych zjawisk w dobie kryzysu wszelakiego

macierzyństwo

  • niedziela, 27 stycznia 2013
  • piątek, 25 stycznia 2013
  • środa, 02 stycznia 2013
    • carrefour

      Carrefour w CH Borek jest jednym z miejsc w którym zakupy z dzieckiem są całkiem przyjemne. Nie lubię supermarketów, ale dzięki specjalnym kasom dla matek z dziećmi zakupy nie są uciążliwe. Zwłaszcza, że skończyła się gorączka świąteczno-noworoczna i wreszcie nie ma tłumów (swoją drogą nie mam pojęcia po co ludzie tyle kupują. Przed świętami jestem jeszcze w stanie to zrozumieć, ale między świętami i w Sylwestra do większości sklepów nie można było wejść. Co oni robią z tym jedzeniem?). Jednak dzisiaj lekko się zirytowałam. Przy kasie królowali emeryci cieszący się całkiem dobrą kondycją (inne kasy były wolne, wprowadzono jednak nowy system, jaki możemy spotkać min. TK Maxie: jedna kolejka do kilkunastu kas. Może się przestraszyli?). Jak to zwykle bywa jedna z pań zastanawiała się czy wziąć jogurt, który jest o 10 groszy droższy niż powinien, druga wzięła towar bez kodu a trzecia pchała na mnie wózek. Kobieta z dzieckiem może przecież poczekać. A co!

      Wracając wstąpiłam do mojej ulubionej kwiaciarni prowadzonej przez bardzo sympatyczne siostry. Właścicielki robią piękne bukiety, stroiki, kosze i inne cuda. Niestety wejście do Kwiatowni z dzieckiem to trudne zadanie. Budynek, w którym mieści się kwiaciarnia powstał w minionej epoce i trzeba się mocno natrudzić, aby się do niego dostać, ale warto:)   

      Na zdjęciu widać wejście do budynku. Aby wejść do Kwiatowni musimy przejść obok kolumn po lewej. Niestety przejście jest za wąskie i trzeba podnieść wózek.

      Szczegóły wpisu

      Komentarze:
      (2) Pokaż komentarze do wpisu „carrefour”
      Tagi:
      Kategoria:
      Autor(ka):
      franciszkadab
      Czas publikacji:
      środa, 02 stycznia 2013 19:38
  • poniedziałek, 31 grudnia 2012
    • rynek

      Wczoraj z małym pojechaliśmy w okolice rynku na kolację do znajomych. Komunikacją miejską naturalnie, ale tym razem nie będę na nią narzekać. Pomarudzę sobie o stanie chodników w okolicach rynku. Spacer w tych rejonach to nie lada przygoda: dziury, samochody stojące na chodnikach i kostka brukowa. Nieźle trzeba się namęczyć.. Do tego w rynku próba przed Sylwestrem z gwiazdkami polskiej muzyki w roli głównej (swoją drogą zadziwia mnie jakim zainteresowaniem cieszą się takie "spędy"). Uciekaliśmy przed tłumem w boczne uliczki. A tam już wspomniane wąskie chodniki no i samochody torujące przejście. Nie wspominając o wysokich krawężnikach. Podczas kolacji dyskutowaliśmy o trudnościach na jakie natrafiam podczas spacerów z synkiem. Doszliśmy do wniosku, że warto by nagłośnić problem. I planuję to zrobić w Nowym Roku. Napisałam już do fundacji MaMa, która prowadzi kampanię "O Mamma Mia! Tu wózkiem nie wjadę". Projekt realizowany jest niestety tylko w Warszawie. Mam jednak nadzieję, że i we Wrocławiu się uda. I, że dostanę wsparcie:)

      No, a dzisiaj Sylwester. Spędzę go tak jak lubię, czyli w pidżamie z dobrym filmem i jedzonkiem. Życzę wszystkim miłego wieczoru:)

       


      Szczegóły wpisu

      Komentarze:
      (0)
      Tagi:
      Kategoria:
      Autor(ka):
      franciszkadab
      Czas publikacji:
      poniedziałek, 31 grudnia 2012 16:33
  • niedziela, 30 grudnia 2012
    • wydmuszka, czyli święta II

      Święta, święta i po świętach. Nareszcie! Po powrocie od teściów czuję się jak wydmuszka. Resztki sił, jakie pozostały po przygotowaniach do wyjazdu, zostały wyssane. Mimo, że wróciłam cztery dni temu, dalej jestem zmęczona. Było tak jak myślałam: męcząco i nerwowo. Rodzina męża (głównie teściowa) rozpuściła synka: cały dzień nosiła go na rękach, wciskała kiczowate zabawki, miauczała (udawała też inne zwierzątka wyglądając przy tym doprawdy żałośnie) i "śpiewała"... Musiałam go siłą wyrywać. Spotkało się to naturalnie z oburzeniem. Tłumaczyłam, że mały ma dość, że będzie po powrocie marudził, ale nie ona wie lepiej co będzie dla niego dobre. No i po powrocie dziecko zdezorientowane, popłakiwało dobre parę godzin. No, ale wnuka trzeba rozpieszczać. Teściowie powtarzali to z złośliwym uśmiechem..

      Po powrocie nie mogliśmy niestety siedzieć spokojnie w domowych pieleszach, bo trzeba było odwiedzić moją rodzinę. Do rodziców jechaliśmy tramwajem. Wychodząc z pojazdu (nowoczesny tramwaj niskopodłogowy), znów przekonałam się że Wrocław to "miasto bez barier". Wózek trzeba było wynosić, bo między wyjściem a chodnikiem dzieliła nas przepaść. A u rodziców szaleństwo, 20 osób, czwórka dzieci. Jednym słowem krzyki i piski. Nie sposób nic powiedzieć, bo 1. dzieci się drą, 2. ukochana kuzynka przechwala się swoimi sukcesami swoim donośnym głosem. Wycofaliśmy się więc z rozmowy i delektowaliśmy pysznym Porto w pokoju obok. I po paru godzinach wyszliśmy po angielsku do domu, aby wreszcie odpocząć:) Przed telewizorem naturalnie, gdzie min. Jacyków radził jak przygotować się na bal karnawałowy, jaką kreację założyć. Oglądając program zaczęłam się zastanawiać: kto z normalnych ludzi chodzi na bale? Po cholerę pokazywać to w telewizji? Rozmyślania moje przerwał mój syn, który dostał od rodziny zabawki, na które niestety jest jeszcze za mały i walił się nimi po głowie. Ach te Święta;)

      Szczegóły wpisu

      Komentarze:
      (0)
      Tagi:
      Kategoria:
      Autor(ka):
      franciszkadab
      Czas publikacji:
      niedziela, 30 grudnia 2012 12:01
  • sobota, 22 grudnia 2012
    • społem

      Katarek mniejszy, a święta tuż, tuż wyszłam więc z małym na spacer i do pobliskiego sklepu po małe zakupy świąteczne. Sklep jest niesamowity. Trochę jak z poprzedniej epoki: sprzedawczynie w czerwonych fartuchach, na półkach dmuchany ryż, szyszki czy herbatniki BeBe. Jednym słowem smaki dzieciństwa. W sklepie nie znajdziemy porządnej gąbki do zmywania czy normalnego płynu do mycia naczyń, ale za to możemy kupić dziewięć rodzajów popcornu czy oryginalne włoskie pesto. Chodzenie między półkami z wózkiem to sport ekstremalny. A to na środku stoi jakieś pudło, zabłąkany emeryt lub zagadane panie sklepowe. Przeważnie muszę więc przepychać się z wózkiem, a jak zakupy do wózka się nie zmieszczą to i koszykiem trzymanym w rękach. Ostatnio koszyk zawadził o półkę, tudzież emeryta i wysypała się połowa jego zawartości. Ciekawie jest również przy kasach. Panie patrzą zawsze podejrzliwie: czy na pewno opróżniła wózek? Na pewno nic już w nim nie ma? W czasie "kasowania" towarów panie sklepowe prowadza rozmowy typu: "Jaka ja jestem zmęczona, a tu dopiero 15:00"; "Mam dość, chcę do domu". Jednym słowem client focused! W sklepie nie ma niestety kasy dla matek z dziećmi. Tylko raz spotkałam w kolejce miłą panią, która mnie przepuściła, większość klientów patrzy na mnie wilkiem. Ale mimo paru niedogodności lubię ten sklep. Ma swój urok. A wracając do domu prawie zderzyłam się z emerytem, który jechał na rowerze po chodniku. Emeryci górą;)

      Szczegóły wpisu

      Komentarze:
      (2) Pokaż komentarze do wpisu „społem”
      Tagi:
      Kategoria:
      Autor(ka):
      franciszkadab
      Czas publikacji:
      sobota, 22 grudnia 2012 15:19
  • wtorek, 18 grudnia 2012
    • święta

      Ponieważ jest zima, spacery krótsze, a katar nadal nas gnębi i trzyma w zaciszu domowym, postanowiłam troszkę zboczyć z tematu i podzielić się przemyśleniami nad zbliżającymi się świętami. Im bliżej Wigilii, tym więcej wokół mnie uśmiechniętych twarzy, Mikołajów (w moim przypadku głównie z pism i TV), kiczowatych ozdób (na sąsiednich balkonach). A ja wcale się nie cieszę, że już wkrótce zabłyśnie pierwsza gwiazdka. Bo święta mnie stresują. Najchętniej siedziałabym w domu skulona w kocu. Ale nie mogę. Bo teściowie liczą na mnie. Bo rodzice chcą abym była przy nich. A ja nie mam na to ochoty i siły. U teściowej czeka mnie niedobre jedzenie, paplanie o niczym, TV włączone przez prawie całą dobę, no i rady typu: dajcie małemu zupkę z makaronem, ma już 6 miesięcy i powinien jeść takie rzeczy, jak x czy y był w jego wieku jadł już gołąbki. Ma katarek? Posmarujcie kamforą, dajcie malinek. Lekarz powiedział nie? Jak to?! Za moich czasów..

      Z kolei w mojej rodzinie jest strasznie drętwo (tak zwana rodzina inteligencka). Wszystko musi być idealne. Gotowanie trwa trzy dni non stop. Poza mamą i ciotką angażuje się zwykle tylko ja, bo reszcie rodziny zawsze coś "wypada". Podczas kolacji wigilijnej padam więc z nóg. No i muszę wysłuchiwać ciągle tych samych historii o dworkach, które nam zabrano, o tym że Niemcy i Rosjanie są ble. Nie wspomnę już o lansie mojego kuzynostwa.

      Media wmawiają nam, że święta to czas radosny, piękny, że  powinniśmy  być szczęśliwi i uśmiechnięci. Ale ja nie jestem. Czytałam gdzieś, że nie tylko ja. Niektórzy specjalnie chodzą bez szalika na mrozie, żeby się rozchorować. Aż tak nie chcą się spotkać z rodziną i brać udziału w tej szopce. Oglądając dzisiejsze DD TVN, gdzie wszyscy z uśmiechem opowiadają o choince, pięknych prezentach, wspaniałych imprezach firmowych (byłam na takowych, nie wyglądają tak, jak je opisali goście) mam wrażenie, że jestem z innej planety. Nie potrafię nagle zapomnieć o rzeczach, które mnie bolą i o tym ile razy w tym roku bliscy mnie zawiedli. Dyskutowałam na ten temat wczoraj z mężem, zastanawialiśmy się ilu z naszych znajomych czuje to co my. Doszliśmy do wniosku, że wielu z nich także chciałoby uciec, ale nie ma odwagi. Bo nie wypada. Bo inni na nas liczą. Mam nadzieje, że my kiedyś spakujemy się i uciekniemy. Spędzimy święta tylko we trójkę. Robiąc to na co mamy ochotę.

      Szczegóły wpisu

      Komentarze:
      (6) Pokaż komentarze do wpisu „święta”
      Tagi:
      Kategoria:
      Autor(ka):
      franciszkadab
      Czas publikacji:
      wtorek, 18 grudnia 2012 10:18
  • poniedziałek, 17 grudnia 2012
    • taxi

      Dopadło nas przeziębienie, dlatego zrezygnowałam z komunikacji miejskiej i pojechałam do lekarza taksówką. Niedawno czytałam artykuł o wrocławskich taksówkarzach, którzy podobno odmawiają wożenia małych pasażerów i nie byłam pewna czy misja skończy się sukcesem. Postanowiłam jednak zaryzykować. I udało się. Mam własny fotelik, który mocuje się za pomocą pasa, może dlatego było łatwiej. Żaden z kierowców nie robił problemów. Jeden z nich jechał co prawda za szybko i zdarzyło mu się raz przejechać czerwone światło, ale byli bardzo mili. Pomocni niestety nie bardzo. Nie pofatygowali się aby pomoc wyjąć fotelik, ale to szczegół. Najważniejsze, że się udało:)

      Szczegóły wpisu

      Komentarze:
      (0)
      Tagi:
      Kategoria:
      Autor(ka):
      franciszkadab
      Czas publikacji:
      poniedziałek, 17 grudnia 2012 12:49
  • piątek, 14 grudnia 2012
    • liebster blog

      Dziękuję bardzo za wyróżnienie, które otrzymałam od mamade 12 (sluchajmamy.blogspot.com) oraz oglam:) Bardzo cieplutko zrobiło mi się na sercu. Przepraszam, że odpowiadam z takim poślizgiem.

      Liebster blog to wyróżnienie otrzymywane od innego blogera w ramach uznania za "dobrze wykonaną robotę". Osoba z wyróżnionego bloga odpowiada na 11 pytań zadanych przez osobę, która je wyróżniła. Następnie również nominuje 11 osób (informuje je o tym na ich blogu) i zadaje 11 pytań. Nie można nominować bloga, z którego otrzymało się wyróżnienie.

      Moje odpowiedzi na pytania mamade 12:

      Ulubiona książka: Wszystkie Jonathana Carolla
      Ulubiony utwór muzyczny: Zależy od nastroju. Ostatnio "Eyes without a face" w wykonaniu Silver Rocket
      Film w domu czy w kinie: Zdecydowanie w domu
      Napoje z cukrem czy bez cukru?: Bez
      Ulubiona kuchnia: Włoska i indyjska
      Wino białe czy czerwone: Czerwone
      Oglądanie tv czy długi spacer: Spacer
      Jazda na rowerze czy jogging: Jazda na rowerze
      Góry czy morze: Morze

      Włosy długie czy krótkie: Długie
      Strój wygodny czy elegancki: Elegancki ale wygodny;)


      Zapraszam do zabawy blogi:

      • czymzajacmalucha.blogspot.com
      • ilonas25.blogspot.com
      • odpoczynekdladuszy.blogspot.com
      • mamokracja.blox.pl
      • kreatywnymokiem.blogspot.com
      • stylowybrzdac.blogspot.com
      • ciasteczkazdusza.blogspot.com

      Moje pytania:

      1. Ukochana książka
      2. Ulubione ciacho
      3. Czekolada gorzka czy mleczna?
      4. Ukochana zabawka z dzieciństwa
      5. Spacer czy samochód?
      6. Bita śmietana czy jogurt?
      7. Często chodzę z głową w chmurach
      8. Bestseller czy naprawdę dobra książka
      9. Ulubiony zapach
      10. Kominek czy kaloryfer
      11. Co wywołuje uśmiech na mojej twarzy

      Szczegóły wpisu

      Komentarze:
      (3) Pokaż komentarze do wpisu „liebster blog”
      Tagi:
      Kategoria:
      Autor(ka):
      franciszkadab
      Czas publikacji:
      piątek, 14 grudnia 2012 17:50
    • wrocławskie autobusy

      Ostatnio ze względu na chłód i pluchę chodzę z małym na coraz krótsze spacery, no i jestem zmuszona częściej jeździć komunikacja miejską (w lecie do rynku czy ogrodu botanicznego chodziłam najczęściej piechotą). W ostatni poniedziałek wybrałam się na Biskupin.

      Wyruszyłam przed ósmą autobusem A w stronę Koszarowej. Na szczęście pasażerów było mało, synek spał smacznie, więc jechało się bardzo spokojnie. Problemy zaczęły się gdy musiałam się przesiąść. Niby jechałam autobusem niskopodłogowym, ale niestety podłoga autobusu jest położona nieco wyżej od chodnika i trzeba się pomęczyć. Nie zawsze znajdzie się ktoś kto pomoże. Już się do tego przyzwyczaiłam, ale co mnie irytuje to osoby wchodzące do autobusu, którym tak się spieszy, że napierają na wózek i ledwo, ledwo udaje mi się uciec pod wiatę przystanku.

      Prawdziwa przygoda zaczęła się w czasie drogi powrotnej. Na Biskupinie jak wiadomo mieszka sporo studentów i autobusy są przeważnie pełne. Wejście do pełnego pojazdu to nie lada wyzwanie. Nie pierwszy raz musiałam prosić o zwolnienie mi miejsca przeznaczonego dla wózka. Ale za każdym razem ktoś albo udaje, że nie słyszy, albo patrzy nam mnie zdziwiony. Najczęściej stoję z wózkiem w przejściu nie mając innego wyjścia. Przyznam, że raz z bezsilności wjechałam niby przypadkiem na jednego pana, który stał na środku pustego autobusu. Drastyczne, ale poskutkowało. W czasie wspomnianego już powrotu do domu studenci napierali na wózek tak, że mały się obudził i zaczął wrzeszczeć. Naprawdę mu się nie dziwię. Nie dziwię się też ludziom, których to drażni. Bo płaczące dziecko w autobusie to nic przyjemnego. Ale, mimo że pewnie sporo osób myśli inaczej, wyjazd z dzieckiem najczęściej nie jest kaprysem matki, ale koniecznością. Niestety niewiele osób rozumie, że jest to ogromny stres i po każdym wyjeździe jestem cała mokra i wściekła. Bo współpasażerowie nam nie ułatwiają życia: patrzą na nas ni to z litością ni z wyższością. Z moich doświadczeń wynika, że najbardziej wyrozumiałe są dziewczyny w moim wieku, które nie raz przeżyły to co ja, starsi panowie i panowie lubiący wypić (zazwyczaj w średnim wieku, ubrani schludnie, "pachnący" alkoholem i lubiący sobie pogadać). Ostatnio jeden z takich panów dorwał mnie przy kasie w Lidlu i był przeszczęśliwy, że z nim porozmawiałam. Obiecał wypić za mnie i synka. Życzliwe osoby pamięta się długo. Dobrze, że są:)

      Szczegóły wpisu

      Komentarze:
      (0)
      Tagi:
      Kategoria:
      Autor(ka):
      franciszkadab
      Czas publikacji:
      piątek, 14 grudnia 2012 16:48
    • podziękowania i bunkry

      Dopiero dziś zauważyłam komentarze pod moimi wpisami. Bardzo za nie dziękuję:) Miło,że ktoś czyta moje przemyślenia. Ostatnio rzadko pisałam, ale dodaliście mi skrzydeł no i mam mnóstwo przemyśleń, którymi chciałabym się podzielić.

      A propos bunkrów na pewno się nie poddam niestety zimno strasznie się zrobiło i nie mam ochoty na poszukiwania. Na wiosnę wznowię moja misję;)

      Szczegóły wpisu

      Komentarze:
      (0)
      Tagi:
      Kategoria:
      Autor(ka):
      franciszkadab
      Czas publikacji:
      piątek, 14 grudnia 2012 15:43
  • czwartek, 13 grudnia 2012
    • z innej beczki

      Dziś w DD TVN dwójka moich ulubionych prowadzących wraz z naszymi lokalnymi gwiazdkami dyskutowali o świętach. O tym czy je lubimy, czy musimy się do nich zmuszać etc. Zwróciłam jednak uwagę na stwierdzenia typu: bo MY POLACY jesteśmy tacy, Bo POLACY tak mają. I krzyknęłam do nieświadomych celebrytów: Jak to Polacy? A inne narody niby tak nie mają? Musimy zawsze zaznaczać, że my Polacy tak mamy? Aż tak zakompleksieni jesteśmy? Ostatnio podobny "trend" odkryłam również w moich ulubionych pismach. Np dziś w Twoim Stylu artykuł o tym jak Polki się bardzo wstydzą. Bohaterki artykułów są żałosne. Zamiast się wziąć za siebie wciąż narzekają, a usprawiedliwieniem jest stwierdzenie, jestem przecież Polką. Nie jest przypadkiem tak że sami się nakręcamy i wprawiamy w kompleksy? 

      Szczegóły wpisu

      Komentarze:
      (2) Pokaż komentarze do wpisu „z innej beczki”
      Tagi:
      Kategoria:
      Autor(ka):
      franciszkadab
      Czas publikacji:
      czwartek, 13 grudnia 2012 19:41
  • środa, 03 października 2012
  • poniedziałek, 10 września 2012
    • miejsca (nie)przyjazne mamom

      Wpadłam właśnie na pomysł, żeby opisywać miejsca w których mama z wózkiem czuje się dobrze i te do których wracać nie warto. Zainspirował mnie sklep Społem na skrzyżowaniu Hallera z Grabiszyńską. Byłam tam dzisiaj i ledwo weszłam do sklepu. Drzwi są za wąskie, pokonałam je jedynie dzięki pomocy pewnego miłego pana:) Mimo to wpadłam na kaloryfer;) Gdy buszowałam miedzy półkami parę razy zahaczyłam o pudła stojące na drodze, a gdy wychodziłam koło jednej z kas okazało się, że przejście jest za wąskie... Musiałam się cofnąć ku niezadowoleniu współkupujących. Odetchnęłam z ulgą po wyjściu i zdecydowałam, nigdy więcej!

      Szczegóły wpisu

      Komentarze:
      (0)
      Tagi:
      Kategoria:
      Autor(ka):
      franciszkadab
      Czas publikacji:
      poniedziałek, 10 września 2012 11:54
  • sobota, 08 września 2012
  • piątek, 07 września 2012
    • lidl i schron

      Wczoraj byłam z maluszkiem w Lidlu i muszę powiedzieć, że pozytywnie się rozczarowałam. Wyjątkowo nie było kolejek (kolejki są tu praktycznie o każdej porze dnia), nie było emerytów (tak w sumie to nic do nich nie mam, ale potrafią czasami wkurzyć. Rozumiem, że maja problem z zakupami, budżetem, ale czasami zachowują się jak święte krowy). Młody niestety zaczął płakać, bo nie znosi sklepów, ale obsługa nie patrzyła krzywo, tylko się miło uśmiechała:) Po wzięciu na rączki synek się uspokoił i rozbroił wszystkich swoim uśmiechem i ciekawskim spojrzeniem (najbardziej mu się oczki świeciły jak patrzył na butelki z alkoholem...).

      Po zakupach poszłam na spacer po prawej stronie Grabiszyńskiej (zwykle wybieram lewą, bo jest tam park, rewelacyjny zresztą). Po prawej stronie jest cmentarz. Poszłam wokół jego murów. No i się zdziwiłam. Gdzieś w połowie kończy się chodnik i trzeba maszerować małą, wyboista ścieżką. I nie ma przejścia dla pieszych (doszłam do pomnika Żołnierzy Włoskich). Musiałam wracać kawał drogi żeby przejść bezpiecznie. Bo ruch jest tam nie mały, ale jest tam parę domów i przydałoby się tam pasy. Czasami nie rozumiem co jest trudnego w namalowaniu kilku linii, żeby było odrobinę bezpiecznej? W trakcie wyprawy odkryłam bunkier, niestety dostęp do niego jest średni. Fajnie by było gdyby został odrestaurowany,  myślę, że nie tylko ja chętnie obejrzałabym to cudo (teraz też mogę ale na własne ryzyko..).

      W czasie spaceru spotkałam także mnóstwo wiewiórek (wracałam parkiem), nie miałam pojęcia, że jest ich w parku tak dużo. W sumie spacer był całkiem przyjemny. Jesień już wisi w powietrzu i jest chłodnawo, ale pięknie:)


      Szczegóły wpisu

      Komentarze:
      (1) Pokaż komentarze do wpisu „lidl i schron”
      Tagi:
      Kategoria:
      Autor(ka):
      franciszkadab
      Czas publikacji:
      piątek, 07 września 2012 11:41
  • czwartek, 06 września 2012
    • park staromiejski

        

      Wczoraj musiałam jechać do banku załatwić aneks do umowy kredytowej (decyzja do 14 dni...). nic nie jest proste w tym niemieckim banku;) synek wybuchł płaczem w trakcie załatwiania formalności. Wcale mu się nie dziwię bo bank i obsługa za miła nie jest. Ale nie o tym chciałam. Wracając wstąpiliśmy do ogrodu staromiejskiego koło teatru lalek. Rewelacja. W parku matki z dziećmi, staruszki czytające książki. miła, spokojna atmosfera. Zero bezdomnych, chamstwa. ławeczki czyste. Aż miło usiąść z małym:) no i ja sobie zjadłam pyszną kanapkę (z blt & flatbreads na ruskiej, polecam:)), wypiłam kawkę (z Starbucks reserve przy Oławskiej- miła obsługa i przewijak:)). Naprawdę fajne spokojne miejsce w środku miasta. Z rewelacyjną karuzelą, kwiatami i fontanną. polecam gorąco każdemu:)                                                 

      Szczegóły wpisu

      Komentarze:
      (0)
      Tagi:
      Kategoria:
      Autor(ka):
      franciszkadab
      Czas publikacji:
      czwartek, 06 września 2012 19:33
  • piątek, 24 sierpnia 2012
    • miasto bez barier

      tak właśnie mówi się o Wrocławiu, ale chyba trochę na wyrost.. Chodząc po mieście z wózkiem dziecięcym trzeba pokonać mnóstwo przeszkód: dziurawe chodniki, ulice (także te nieopodal rynku), wysokie krawężniki, schody bez podjazdów czy tramwaje do których trzeba się dosłownie wdrapać. Ja sobie z tym nieźle radzę chodząc w wiele miejsc piechotą czy ciągnąc wózek po schodach wyrabiając sobie przy tym bicepsy, ale osobie na wózku musi być momentami naprawdę ciężko. Drobny spacer może być problemem, nie myślę tu wyłącznie o dziurach czy transporcie, ale autach stojących notorycznie na chodnikach. Nie sposób przejść chodnikiem paru metrów bez przeszkód. Niejednokrotnie jestem zmuszona iść środkiem ulicy, co jak wiadomo bezpieczne nie jest.

      Przechodzenie przez jezdnię też momentami przypomina sport ekstremalny. Nie mówię tu o przejściach bez świateł, kierowcy zatrzymują się bardzo często. Chociaż ostatnio jakiś przewspaniały kierowca prawie na mnie wjechał na środku pasów... Wracając do świateł, na dużych skrzyżowaniach czy głównych ulicach, zmuszeni jesteśmy przechodzić na "raty", bo światło zielone dla pieszych trwa dosłownie parę sekund. Jest to niestety norma, można się przyzwyczaić i opracować techniki przechodzenia, ale momentami łatwe to nie jest. Pewnie niejeden kierowca uważa, że nie mam racji, że krótkie cykle oznaczają płynność jazdy i zapobieganie korkom. Ja jednak uważam, ze piesi są dyskryminowani...no nic tyle wywodów na dzisiaj, synek wzywa;) cdn.

      Szczegóły wpisu

      Komentarze:
      (0)
      Tagi:
      Kategoria:
      Autor(ka):
      franciszkadab
      Czas publikacji:
      piątek, 24 sierpnia 2012 17:45
  • czwartek, 16 sierpnia 2012